wtorek, 28 października 2008

Pierwsze lata "wolności" cz. 2



Grupa żołnierzy batalionu "Miotła" - 1946 r
Trzeci od prawej stoi Jan Romańczyk



Uroczyste poświęcenie i odsłonięcie pomnika [Gloria Victis - F.] nastąpiło 1 sierpnia 1946 roku. Była to wielka manifestacja ludności Warszawy ku czci Żołnierzy Armii Krajowej.

Równocześnie stało się to początkiem niezadowolenia ówczesnej władzy, która postanowiła wykreślić historię Armii Krajowej z dziejów Polski. Rozpoczęły się represje. Pod koniec 1948 roku rozpoczęły się aresztowania najbardziej aktywnych byłych żołnierzy Armii Krajowej, pod pretekstem przystąpienia do konspiracji. W gruncie rzeczy aresztowanym zarzucano gloryfikację Armii Krajowej. Zasądzano duże wyroki, nie wahano się nawet dawać wyroków kary śmierci.

Okazywanie patriotyzmu czczenie swoich ideałów i chęć do nauki, bo większość rozpoczęła studia, nie podobało się obecnemu reżimowi. Zorientował się on, że w takiej sytuacji może stracić władzę i zaczął szukać pretekstu zażegnania nieuniknionej klęski. Na zebraniach partyjnych mówiono o wymazaniu historii Armii Krajowej z historii Polski.

Moje losy były podobne do wielu innych żołnierzy Armii Krajowej. Rozpocząłem w Warszawie studia. W sekcji Akademickiej Związku Inwalidów Wojennych RP poznałem Zofię Babulewicz. Była również żołnierzem AK o pseudonimie "Bisia". W momencie wybuchu Powstania Warszawskiego walczyła w oddziałach powstańczych na Pradze. Potem przeprawiła się przez Wisłę i od 16 sierpnia 1944 roku walczyła w zgrupowaniu "Kampinos". W czasie przebijania się oddziałów kampinoskich została ciężko ranna pod Jaktorowem. Leczyła się w szpitalu w Żyrardowie. W Boże Narodzenie 1947 roku odbył się nasz ślub.

Następnie wyjechałem do Krakowa. Kontynuując rodzinną tradycję podjąłem studia w Akademii Górniczo-Hutniczej na wydziale hutniczym - sekcja odlewnictwo. Zamieszkałem w bursie inwalidów wojennych. 1 grudnia 1948 r. jako student II roku Akademii podjąłem pracę w Głównym Instytucie Metalurgii i odlewnictwa w Borku Falenckim. Wydawało mi się, że będę mógł po okrutnych latach okupacji rozpocząć normalne życie. (...)

10 stycznia 1949 r. do kilkuosobowego pokoju w bursie weszło dwóch nieznajomych mężczyzn. Jeden z nich zapytał: "Czy jest pan Romańczyk?". Odpowiedziałem, że to ja. Nieznajomy wyciągnął pistolet i krzyknął: "Ręce do góry". Przeprowadzono rewizję, która nic nie dała. Mężczyźni zażądali abym udał się z nimi. "Jest pan podejrzany o przemyt skór z Czechosłowacji". Odpowiedziałem, że nigdy nie byłem w Czechosłowacji. Tajniak odpowiedział: "Wiemy. Mam jednak człowieka, który pana oskarża i musimy przeprowadzić konfrontację."

W areszcie kazano mi wyciągnąć sznurówki z butów. Sytuacja nie była wesoła. Następnego dnia pociągiem pospiesznym o 15.15 pod eskortą pracownika Urzędu Bezpieczeństwa wyruszyłem do Warszawy. Na dworzec Warszawa Główna przy ul. Towarowej dotarliśmy późną nocą. Nikt na nas nie czekał. Ubek nie znał miasta. Gorączkowo wypytywał kolejarzy jak dojść na Koszykową. Zaproponowałem mu wzięcie taksówki, ale ubowiec odmówił. Szliśmy samotnie przez zrujnowane i puste miasto. Na Koszykowej gruzy leżały do wysokości I piętra.

Mogłem zabić swojego konwojenta, ale co by to dało. Miałem już wtedy żonę i dziecko. Poza tym ciągle łudziłem się, że padłem ofiarą omyłki. Po co szukać dodatkowych kłopotów.

W Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego przy Koszykowej 6 wszystko stało się jasne. Pojawił się major Wiktor Herrer. Nocne przesłuchanie rozpoczął od słów: "To co, uważasz .....synu, że jesteś niewinny? Wiedz o tym, że jeśli po 30 dniach będziemy musieli cię wypuścić, to i tak 31 dnia zdechniesz pod płotem". Domagał się bym natychmiast przyznał się do winy. Nie miałem się do czego przyznać, gdyż sprawy dokonane przed ujawnieniem zostały mi darowane przy ujawnieniu.

Po przesłuchaniu odesłano mnie do piwnicy i umieszczono w psiej budzie z betonową podłogą gdzie nie można było ani wstać ani się położyć. Taką karę dostałem od majora Wiktora Herrera, za to że nie przyznałem się do niczego.. Przesłuchiwany byłem kilkakrotnie, miało to na celu zastraszenie mnie i załamanie. W budzie siedziałem dwa dni, następnie przeniesiono mnie do celi, w której byli p. Krak i p. German.

Wieczorem wywołano mnie z celi i w marynarce wyprowadzono na podwórko. Na dworze był mróz, był przecież styczeń. Upomniałem się o nową, ładną jesionkę, w której przyjechałem z Krakowa. Usłyszałem drwiącą odpowiedź konwojenta: "Na co ci jesionka, zaraz dostaniesz nową, sosnową". Wsadzono mnie do samochodu, który ruszył naprzód. Przez szpary w plandece zorientowałem się, że wiozą mnie do więzienia na ulicy Rakowieckiej. Zatrzymaliśmy się za bramą.

Na Rakowieckiej trafiłem do słynnego X pawilonu - pawilonu grozy i śmierci. Tam przywitał mnie łamaną polszczyzną major Serkowski. Zapytał mnie, za co mnie aresztowali. Odpowiedziałem, że za przemyt skóry z Czechosłowacji, w której nigdy nie byłem. Zapytał wtedy z jakiej organizacji jestem, a gdy odpowiedziałem, że z Armii Krajowej powiedział: "Dziwisz się za co cię wsadzono?" Zrozumiałem, że Polska, o którą walczyłem jest nie dla takich jak ja.

Zaprowadzono mnie na pierwsze piętro i wprowadzono do 35-ej celi w X pawilonie. Na widok mój zaspani więźniowie się poderwali, ale ich uspokoiłem, przedstawiając się jako współwięzień. Po cichych rozmowach zapadła cisza nocna.

Rano poznałem swoich współwięźniów. Jednym z nich był Franciszek Błażej z IV komendy WIN, oficer Wojska Polskiego , obrońca Modlina, żołnierz Armii Krajowej w okolicach Rzeszowa, zamordowany w więzieniu na Rakowieckiej w1951 roku, pod pretekstem współpracy z Niemcami, tak brzmiał wyrok. Następny, Janusz Oskierko-Jeznacki, student medycyny na UW, kolekcjoner broni. Był tam jeszcze p. Rekuć, nauczyciel z Wrocławia, przesiedleniec ze wschodu. W celi siedział także p. Nowicki, był w trakcie śledztwa, mało mówił o sobie; p. Jaskólski, sprawa cukrownicza, kontrowersyjna - ludzie, którzy zostali przez prezydenta odznaczeni za dobrą pracę, kilka dni później zostali aresztowani i sądzeni; p. Szuster - on także był małomówny.

Życie w celi wlokło się od posiłku do posiłku. Ja zacząłem zajmować się porozumieniem z sąsiednimi celami, pukaniem przez ścianę alfabetem Morse'go. Obok naszej celi była cela kobiet. Z pukania dowiedziałem się, że siedziała w niej córka Cat-Mackiewicza.

Z celi wyprowadzano nas na przesłuchania. Przesłuchania były brutalne. Za wszelką cenę próbowano nas poniżyć i załamać. Dowodem tego było wręczenie nam 1-ego sierpnia aktu oskarżenia robiąc z nas przestępców i zdrajców narodu polskiego. Przeniesiono mnie na oddział I B.

Po ponad półrocznym pobycie w więzieniu, 1 sierpnia 1949 r. odczytano mi akt oskarżenia. 25 sierpnia rozpoczął się proces. Trwał 4 dni. Mój obrońca w ostatnim słowie domagał się zwolnienia, nie widząc podstaw do ukarania. Z art. 3 pkt. b Dekretu z 30 października 1944 r. zostałem skazany na karę śmierci, która na mocy amnestii z 22 lutego 1947 r. została zamieniona na 15 lat więzienia; z art. 86 par. 1 i 2 KKWP na karę dożywotniego więzienia i z art. 4 par. 1 Dekretu z 13 czerwca 1946 r. na karę 15 lat więzienia. Na podstawie art. 32 par. 1 i art. 33 par. 1 i 3 KKWP wymierzono mi karę łączną dożywotniego więzienia z utratą praw obywatelskich i przepadkiem mienia.

Po ogłoszeniu wyroku przeniesiono mnie na oddział ogólny do celi 35 kaesów. W celi było 45 więźniów skazanych na karę śmierci, około 50 na dożywotnie więzienie i około 15 z mniejszymi wyrokami. Przed wojną w tej celi siedziało maksimum 24 więźniów. Co kilka dni, po kolacji, otwierały się drzwi i strażnik odczytywał czyjeś nazwisko. Wyczytany bladł. W jego oczach znikały źrenice, a gałki stawały się białe jak mleko. Wychodził z celi już nieobecny. Po jakimś czasie wracał strażnik i zabierał niepotrzebne już rzeczy.

Warunki były okropne. W celi spotkałem mnóstwo ciekawych ludzi, wielkich patriotów. Siedział tam między innymi ks. Tuszyński, proboszcz parafii na ulicy Gdańskiej, współtwórca bursy dla sierot po Powstańcach Warszawskich, słynny pilot Stanisław Skalski i wielu innych patriotów z całej Polski.



Ze wspomnień Jana Romańczyka, ps. "Łata" z batalionu "Miotła" - dzięki uprzejmości Stowarzyszenia Pamięci Powstania Warszawskiego 1944.

1 komentarz:

Cindy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.